Fort Triumph #4: Tumany w podziemiach
Sytuacja poważnie się skomplikowała. Biorąc z tablicy ogłoszeń to jedno bardziej intratne zlecenie, każdy z wesołej kompanii spodziewał się innego obrotu spraw. Odparcie inwazji goblinów miało przynieść chwałę, pieniądze i wszystkie inne benefity, które są z nimi powiązane. Zamiast dyplomu przyszedł jednak list gończy, a zamiast fortuny pojawiła się perspektywa utraty dobytku, tytułów i życia. Opowiadanie anegdot przy trunkach w karczmie musiało ustąpić miejsca nerwowemu planowaniu kolejnych posunięć w mało gościnnych podziemiach.
Cios w plecy
Atak na przywódcę goblinów miał przebiegać inaczej. Herosi zdążyli dotrzeć na czas, by wspomóc Avathasa. Nawet najlepiej przygotowani nie mieli jednak najmniejszych szans, by zapobiec tragedii w niewielkiej wiosce, w której znajdowało się wejście do podziemi. Kolejni poplecznicy Gharbaraka padali od celnych uderzeń młotów paladynów, ciosów pazurami Krity i magicznych pocisków Liandry. Swoje dokładał też jak zwykle całkiem skuteczny z dystansu Evon.
W pewnym momencie wydawało się, że zwycięstwo jest już przesądzone. Do walki dołączyło dwóch żołdaków przysłanych przez Aureline. Dodatkowe wsparcie, które zdawało się przypieczętowywać los goblinów. Zdyszany Avathas przyjął pomoc zaskakująco pozytywnie, najwyraźniej już trochę zmęczony rozbijaniem czaszek zielonych pokurczów. I wtedy, kiedy odwrócił się, by poprowadzić dumnie finalne natarcie, poczuł zimną stal wchodzącą głęboko w jego zaprawione w bojach ciało.
Morderca uśmiechnął się chłodno i przekazał pozdrowienia od Lady Aureline na tyle głośno, by usłyszeli je wszyscy uczestnicy potyczki. Solaris głośno westchnął wstrząśnięty całą sytuacją i zdradą, której był świadkiem. Gharbarak tymczasem rozkazał goblinom kontratak. Tak jakby śmierć paladyna nie zrobiła na nim żadnego wrażenia. – Zgładźcie tych bohaterów, a potem spotkamy się w jaskini na tradycyjną ucztę z gorącym kakao i porcją świniotki – zakrzyknął, wspominając o jadle, które stanowiło raczej odpychające połączenie szarlotki z wieprzowiną.
Heroiczny odwrót taktyczny
Herosi znaleźli się w potrzasku. Z jednej strony nacierający zieloni wojownicy, którym nawet śmierć nie miała ochoty zaglądać w oczy. Z drugiej żołnierze Aureline z konkretnymi rozkazami. Solaris poczuł zew bitwy, w której może zapisać swoją historię i w pojedynkę rozprawił się z zabójcami Avathasa. Pozbawieni elementu zaskoczenia nie stanowili zbyt wymagającego przeciwnika dla zaprawionego w boju wojownika, który był niczym skąpane wodą święconą kamikaze.
Cała czwórka uporała się też z oddziałem Gharbaraka. Ledwie jednak ostatni goblin padł martwy w wiejskiej chacie, uszu herosów doszły raczej niepokojące odgłosy stóp. Wielu, małych stóp. Zbliżały się kolejne gobliny, których liczebność źle wróżyła szansom ujścia z życiem. Wejście do podziemi było jedyną dostępną drogą ucieczki.
W ten sposób wesoła kompania znalazła się w raczej niezbyt gościnnych, skąpanych w szarości i chłodzie podziemiach. Monotonny krajobraz wokół nie odwracał uwagi i pozwolił doprecyzować plan działania. Aureline najwyraźniej wynajęła gobliny, by wyeliminować innego arystokratę. W swoją intrygę dodatkowo wciągnęła bohaterów, których mogła teraz po cichu zgładzić lub zrzucić na nich winę i uniknąć jakichkolwiek podejrzeń.
Arystokratyczne korzenie
Solaris pragnął sprawiedliwości i zamierzał za wszelką cenę dopaść Gharbaraka, który również zbiegł do podziemi. Zamierzał postawić go przed sądem i zmusić, by wyznał prawdę o niecnych działaniach Aureline. Evon i Liandra zgodzili się, że muszą szybko znaleźć dowody oczyszczające ich z winy, inaczej cała grupa skończy marnie. Tak oto proste zlecenie przerodziło się w skomplikowaną walkę o przetrwanie. Może nie całego świata, ale na pewno czwórki awanturników.
Bohaterowie może zeszli do podziemi, ale za to pewne interesujące fakty wyszły na powierzchnię. Kiedy odwiedzili pierwsze napotkane na drodze miasteczko, napotkali tam nie tylko gobliny wykonujące rozkazy Gharbaraka. Znaleźli również zabiedzonych i zagubionych wieśniaków. Okazało się, że Evon, do tej pory wskazujący bijącą po oczach wyjątkowo ciężkimi narzędziami niechęć do arystokracji, sam miał lordowskie pochodzenie. Wywodził się właśnie z tych rejonów. Jego ojciec był szlachcicem, który dał się porwać uczuciom do kobiety o niższym statusie społecznym. Od tego zaczęła się cała kawalkada złych decyzji, prowadzących ostatecznie do śmierci obojga. Wcześniej na świat przyszedł jednak Evon, który wymyślił sobie, że nauczy przedstawicieli plebsu samodzielności i pozwoli im uwolnić się z łańcuchów szlachty. Niestety nic z tego nie wyszło, bo chłopi i chłopki wcale nie potrzebowali perspektyw i wyborów. Woleli rozkazy i wymagania, przy których nie trzeba się było tyle zastanawiać.
Teraz jego przybycie przyjęto, przez krótką chwilę, za wielki powrót miłościwego pana. W to w każdym razie wierzył burmistrz Tom i zgromadzeni wokół niego biedacy, dopóki Evon nie nazwał ich bandą tumanów i w ostrych słowach nie kazał wracać do swoich chat. Poszukiwania Gharbaraka utknęły w martwym punkcie. Przed herosami rozpościerały się nieprzyjazne i nieznane podziemia, w których gobliny i nieumarli czuli się jak w domu. Nie bez przyczyny, w końcu był to ich dom. Pewne wskazówki mógł posiadać burmistrz, ale w chwili, kiedy poddająca się channelingowi Liandra spaliła mu chatę kulą ognia, stracił ochotę na współpracę.
Cisza i spokój
Solaris zdołał przekonać mężczyznę do zawarcia umowy. Jeśli oczyszczą pobliski cmentarz, z którego raz po raz wychodzą kolejni nieumarli, on wskaże im kierunek dalszej wędrówki. Była to propozycja, która łączyła w sobie wszystko, co potrzebne, by uznać ją za rozsądny plan działania. Bohaterowie udali się więc na miejsce i szybko zwrócili uwagę na górującą nad całą okolicą kryptę. Zajrzeli do środka, z każdą chwilą coraz bardziej skonfundowani.
Nigdzie nie było szkieletów. To, samo w sobie, było podejrzane. Zamiast całej hordy ożywieńców, wracających zza grobu, by przerażać i sprawiać kłopoty, zastali dość zwyczajną dla takich obiektów ciszę i pustkę. Poza jednym wyjątkiem. W klatce ktoś zostawił jednego kościstego maga, który był tym faktem wyraźnie niepocieszony…
—
Fort Triumph to taktyczno-strategiczna produkcja przygotowana przez CookieByte Entertainment i wydana w pełnej wersji w 2020 roku. Osadzona w świecie fantasy gra łączy w sobie turowe, taktyczne bitwy przypominające serię XCOM lub Final Fantasy Tactics z eksploracją i rozbudową własnej osady mocno inspirowanymi Heroes of Might and Magic. Wszystko to dodatkowo skąpane w sporej dawce absurdu i humoru. Jak wypada gra? Jaką historię opowiada i czy rzeczywiście daje okazję się pośmiać? O tym wszystkim dowiesz się z relacji w formie opowiadania. Tylko w Gralingradzie!
Nie przegap innych materiałów z Gralingradu, w których podróżuję przez produkcje stare i nowe. Obserwuj profile bloga na Facebooku, X-ie, Instagramie i YouTube. Możesz również wspomóc stronę na Patronite, a jeśli doceniasz moje starania w takiej formie gier relacjonowania – postaw mi kawę, która pozwoli perfekcyjnie taktycznie rozegrać każdą nadchodzącą bitwę! Dziękuję z góry!
<— Trzeci odcinek opowieści z gry Fort Triumph




